Stalowe podpory
Z niektórymi ludźmi można dyskutować dosłownie o wszystkim. Myślę, że do takich ludzi należy moja znajoma, którą ostatnio odwoziłem do mieszkania z uczelni. Po drodze poruszaliśmy różne tematy, zaczynając od polityki, a na kosmetykach kończąc. Najdłużej jednak rozmawialiśmy o tym, co się wokół nas aktualnie działo - a skoro jechaliśmy samochodem, to rozprawialiśmy dużo o stanie polskich dróg, trochę o motoryzacji i najwięcej o samej organizacji ruchu. Ja, jako kierowca, zacząłem przeklinać wszystkich, którzy przeszkadzają mi w wygodnej jeździe. Oberwało się więc przede wszystkim innym kierowcom, ale także ludziom odpowiedzialnym za ustalanie zasad ruchu drogowego i tych, którzy stawiają te wszystkie stalowe konstrukcje drogowe, to znaczy tablice drogowe, na przykład tablice ostrzegawcze. Moja znajoma jednak zaczęła wszystkich po kolei bronić. Nie wiem czy tylko dlatego, żeby dla zasady się ze mną nie zgodzić i wywołać dyskusję, czy faktycznie tak uważała, w końcu jednak musiałem zacząć przyznawać jej rację. Najpierw broniła kierowców, którzy - przecież są ludźmi tak jak jak i mają prawo mieć nerwowy dzień albo po prostu się pomylić. Tu nie do końca chciałem ustąpić, bo wiem, że błędy niektórych wynikają ze zwykłej, głupiej brawury, a są zagrożeniem chociażby dla mnie i jej, oraz innych jadących zgodnie z przepisami. Potem jednak przeszliśmy na stalowe konstrukcje drogowe, więc moja znajoma zaczęła zachwalać wszystkie utrzymanie dróg, a zwłaszcza tablice ostrzegawcze. O ile w przypadku kierowców nie chciałem długo przyznać jej racji i w końcu nie przyznałem, o tyle debata na ten drugi temat zakończyła się moją klęską na całej linii. Znajoma miała rację, że czasem utrudniające ruch stalowe konstrukcje drogowe są niezbędne, a ja rzucam wyzwiska pod adresem ich twórców trochę zbyt impulsywnie. W końcu gdyby nie tablice drogowe, i chyba najważniejsze tablice ostrzegawcze, może i dojechałbym szybciej na miejsce, ale nie wiem ile razy udałoby mi się to w jednym kawałku.
