Wentylacja przemysłowa

 

Wentylacja! wentylacja! rozpaczliwie wykrzykiwał w myśli znękany a rozjuszony do absolutnej już ostateczności referent Wieńczysław, ocierając co chwila czoło chustką w niebiesko-beżową kratę, z różowo haftowanym muliną monogramem W.K. by słony, gęsty, kroplisty pot lejący się mu nieprzerwanym strumieniem z tej (i wszystkich innych) części ciała nie splamił cennych dokumentów wagi państwowej, które bezwładnie spoczywały przed nim, a raczej pod nim na dębowym biurku. Wentylacja! Czemu, ach, czemu, na Adramelecha, Rimmona i Demogorgona, w tym zapowietrzonym biurze nie działa wentylacja przemysłowa?! Wentylatory, i owszem, biuro posiadało. Aż trzy wentylatory stały spokojnie w kącie pokoju, który wraz z młodą referentką i koleżanką Beatą oraz starszym kolegą i referentem Teofilem zajmował nasz Wieńczysław referent w średnim wieku. Jednak niklowanym urządzeniom ani się śniło wypełnianie ich podstawowego obowiązku, czyli wentylacja spoconych czół i pach dzielnej załogi pokoju numer 24, czyli Beaty, Teofila i Wieńczysława, borykających się właśnie z rozliczaniem faktur. Lśniące łopatki machin tkwiły nieruchomo w gęstym i z minuty na minute coraz gęstszym, przesyconym aromatem pleśni sączącym się spośród niekończących się półek zapchanych aktami, drgającym od czerwcowego upału (jak skonstatował Teofil 26 stopni Celsjusza w cieniu) powietrzu. Białe kable bezradnie wlokły się po podłodze, szczerząc metalowe zęby wtyczek, których nikt już nawet nie próbował umieścić w kontakcie. Oto bowiem wentylatory biurowe o godzinie 7.15 kategorycznie odmówiły posłuszeństwa i nawet pan Romuald z pokoju 25, znany w biurze jako nieporównana złota rączka, nie był w stanie dociec, dlaczego. Co gorsza, nie był także w stanie skłonić urządzeń do jakiejkolwiek aktywności. W tej chwili była zaledwie godzina 10.30, późnowiosenny upał bynajmniej nie osiągnął jeszcze swego apogeum i całej załodze pokoju 24, a także innych pomieszczeń biura, coraz bardziej prawdopodobnym wydawało się, iż naprawdę nie wytrzymają w rozpalonym wnętrzu pieca, do którego upodobnił się ich przytulny, zaciszny pokoik, ani kwadransa dłużej. Koniecznie potrzebna im była wentylacja

Nick:
komentarz: